Czy osiąganie celów może szkodzić? cz.2

Co oznacza zmęczenie osiąganiem celów i intensywnym tempem życia? Dlaczego, pomimo zrealizowania planów, masz wrażenie, że coś nie gra? Dlaczego nie potrafisz być zdyscyplinowany skoro coś jest dla Ciebie ważne?

 

Kontynuuję wątek dotyczący dyscypliny i lekkości w działaniu. Odpowiadając na pytanie w tytule – nie może, jeżeli wyciąga się wnioski, bo na tym polega ta gra, pytanie tylko jak bardzo będziesz zdziwiony, gdy w końcu zorientujesz się, że:

  • grałeś w niewłaściwej sztuce
  • zdobywałeś niewłaściwe nagrody

Słowa „właściwe” i „niewłaściwe” zmieniają się w zależności od punktu patrzenia (poziomu świadomości). Osiąganie celów, jeżeli wyciąga się wnioski i koryguje scenariusz, sprawia że nie ma błędów, są informacje zwrotne i pięcie się coraz wyżej. Kwestia tylko tego czy tak na to patrzysz, czy jednak uprawiasz samobiczowanie, mniej lub bardziej jawne (np. perfekcjonizm, używki, przejadanie się, odkładanie spraw na potem, zaniedbywanie niektórych obszarów życia itp.). Jest jeden czynnik, który to powoduje:

zamiast błyszczeć pozwalasz, by to świat naokoło błyszczał bardziej i przyćmiewał Twój własny blask. Na dłuższą metę to sprawia, że jesteś na scenie, ale niewidzialny.

Tak jak ten wyjątkowy Mikołaj na zdjęciu. No właśnie, który??

Pierwszy poziom gry (niewłaściwa sztuka) na tym polega: masz się dopasować, po to by zobaczyć, gdzie Cię uwiera i co nie jest Twoje. Masz być na takich, a nie innych studiach, ubiegać się o stanowisko w takiej, a nie innej firmie, zakładać firmę z tymi ludźmi i być w związku z tym, a nie innym człowiekiem. Wszystko jest właściwe, bo na bazie tego co Ci się nie podoba ustalasz co Ci się podoba. Podejmujesz decyzję i grasz w sztuce coraz bardziej spójnej z Tobą, z coraz lepszym scenariuszem.

Na drugim poziomie gry jesteś coraz lepszym reżyserem, scenarzystą i producentem – wiesz czego chcesz, potrafisz mieć plan i tak zarządzać swoją postawą, by osiągać interesujące Cię cele. Drugi etap gry kończy się, gdy zaczynasz uświadamiać sobie, że sukcesami (nagrodami) cieszysz się krótko, że o ile pewne sceny są genialne (np. biznes), to o innych wolisz nie myśleć (np. życie osobiste). Warto pamiętać, że na tym polega ta gra i że to właśnie doskonała okazja do wyjścia wyżej, bo

najciemniej robi się tuż przed przejściem na wyższy poziom gry

Doświadczyłam tego dobitnie doprowadzając się do stanu zmęczenia i wracającego jak bumerang pytania: dlaczego, pomimo że tak bardzo w to wierzę, jestem zaangażowana i widzę progres to jednak nie ma zakładanych rezultatów  (typu „zrobione, teraz kolejne”). Moje frustracje dotyczyły moich nawyków żywieniowych, relacji damsko-męskich i biznesu. Nie raz zadawałam sobie pytanie „co ze mną jest nie tak?”. Jeżeli kiedykolwiek zdarzyło Ci się tak pomyśleć to zdecydowanie to pytanie wyrzuć do kosza! Ale nie pytaj też „co z nią/nim/nimi jest nie tak?”. Bowiem na scenie wszystko dzieje się doskonale, aktorzy zachowują się zgodnie z napisanym scenariuszem, tyle że tym nieuświadomionym.

No więc o co tak naprawdę chodzi?

Zamknij na moment oczy i wyobraź sobie, że całe Twoje ciało jest rozświetlone, z każdej komórki Twojego ciała emanuje blask – bo tak naprawdę jesteś Światłem (na marginesie, sam fakt że zamykasz oczy i widzisz w sobie światło od razu podnosi Twoje wibracje czyli poziom energii i czujesz się lepiej). Pomyśl, że masz 100% swojego Światła = swojej Energii = swojej Mocy. W Twoim polu znajduje się obraz np. zdrowego stylu życia, służących Ci nawyków, doskonałej sylwetki, świetnej kondycji fizycznej. To bardzo przyciągający obraz, soczysty i sexi, czujesz że to Twoja preferencja, tak chcesz żyć. Ten obraz dzięki temu, że o nim myślisz promienieje i błyszczy. I nie ma w tym nic złego, bo chodzi o to, by iść w stronę marzeń, które Cię unoszą, uskrzydlają, dodają powera. Błąd polega na tym, że ten obraz dostał od Ciebie pierwszeństwo.  Najpierw patrzysz na niego i myślisz „jestem zajebisty”. To podświadome myślenie „nie mam dostatecznie dużo wartości, ale będę ją mieć jak zrealizuję ten obraz”, to działanie z poczucia braku. To szukanie własnej wartości na zewnątrz. Tymczasem

właściwy kierunek to widzenie siebie zajebistym i wybieranie wizji, która dzięki temu, że jest Twoja – jest zajebista

Pewna firma powtarza „jesteś tego warta” – g* prawda! To ona powinna kłaniać się w pas, że to właśnie Ty ją wybrałaś.

Ty, tam w środku, wiesz czy to Ty bardziej błyszczysz czy to jednak Twój cel dodaje Ci blasku. Wystarczy chwila pauzy i szczerość ze sobą. Wtedy wzrastasz i przechodzisz na wyższy poziom gry.

To Ty jesteś Światłem, Najwyższą Wartością. Wszystko na co spojrzysz, co powiesz, czego dotkniesz i co zrobisz jest Piękne, bo jest Twoją kreacją i doświadczeniem, pochodzi z Miłości. Takie postrzeganie siebie to wyraz miłości do siebie. To wyraz szacunku do bycia człowiekiem, wyraz szacunku do swoich zmysłów, intelektu i talentów. Wyraz szacunku do swojego ciała, które jest Twoim domem i umożliwia korzystanie z atrakcji ziemskiego życia. To kochanie siebie. To świecenie własnym blaskiem.

Wychodząc z pozycji szanowania i kochania siebie:

  • Twoje cele i marzenia są wspaniałe, bo to Ty jesteś wspaniały
  • wszystkie Twoje decyzje Ci służą, bo skoro Ty Światło tak powiedziałeś znaczy, że tak jest
  • wdrażasz w codzienność pożądane nawyki (np. aktywność fizyczną), bo będąc szczuplejszym i w lepszej kondycji możesz  skorzystać ze swojej Mocy na większą skalę
  • przestajesz robić pewne rzeczy, bo po prostu już sobie tego nie robisz, za bardzo się szanujesz

To działanie z poziomu fundamentalnego – twojego poczucia własnej wartości, a nie z poziomu siły woli. W ten sposób działasz spokojnie, z entuzjazmem i cierpliwością. To trzeci etap gry. Jesteś tu i teraz.

Bierzesz sobie swoją wersję życia. Grasz na scenie z poziomu bycia Najwyższą Wartością i jesteś widzialny.

Skąd to wiem? Teraz wiem i czuję. W którymś momencie moje intensywne tempo życia, które lubiłam i lubię nadal, zaczęło mnie męczyć. Doprowadziłam się do stanu, w którym nie mogłam ze sobą wytrzymać (a raczej z moją gadającą głową „o tym co powinnam, a czego nie”). W końcu zrobiłam „prrrr”, usiadłam i zadałam sobie pytanie „Koźlińska, o co Ci tak naprawdę chodzi?”.  Padła odpowiedź „swobody i wolności, móc obudzić się o której chcę i zacząć dzień od książki”. Zrobiłam sobie wolne, na dłużej. I tak rozpoczęła się moja transformacja, o której jeszcze wtedy nie miałam pojęcia. Najcenniejsze było to, że doświadczyłam bycia Światłem, a potem nastąpił szereg wydarzeń wskutek, których teraz widzę bardzo klarownie przyczyny różnych zjawisk (bowiem przerobiłam je na sobie) i które będę tu opisywać lub o nich mówić w video i podcastach. Do kolejnego więc 🙂

PS. W historii są oczywiście przypadki osób, które jednak nie wygrały gry – gdzie wygraną rozumiemy jako długie, radosne i spełnione życie. Amy Winehouse, Whitney Huston to tylko niektóre przykłady.

 

 

 

Najnowsze wpisy

Jak stwarzać nowe sytuacje swoją UWAGĄ?

Obecność = Widzenie 👁 ✅ To co ...

Czytaj więcej
Dlaczego znów się martwisz i zastanawiasz?

„Patrzymy w przyszłość, a to ...

Czytaj więcej