Kiedy zaakceptowałam Siebie i co to dało?

Temat nieakceptowania swojego ciała towarzyszył mi ok 12 lat. Zajadanie tematów, przejadanie się. Ciągłe eksperymenty z dietami, sportem. Jojo. I niesmak na myśl, że znów nie dotrzymałam sobie słowa.

Moment kulminacyjny przyszedł w czerwcu 2019 roku w trakcie pobytu w Tunezji na salsowym festiwalu Cuba in Tunisia. Przeczuwałam to, przed wyjazdem zważyłam się (3 czerwca 2019, 78,7 kg) i zrobiłam zdjęcia sylwetce. Nie przypuszczałam jednak, że przełom przyjmie taką formę – poparzenia słonecznego.

Nigdy nie miałam hec słonecznych, sytuacja mnie zaskoczyła. Wszystko wydarzyło się już w drugi dzień pobytu, za długo schłam na słońcu. Efektem była poparzona tylna część nóg i trudności z chodzeniem i siadaniem. Już nie wspomnę o tańcu.  Tego samego dnia zareagowałam smarując się aloesem, który miałam ze sobą i robiąc wizualizacje, co w połączeniu domniemuję sprawiło, że regeneracja przebiegła dość nieinwazyjnie, w porównaniu do historii, o których słyszałam.

Na drugi dzień po poparzeniu, jak gdyby nigdy nic, pojechałam z ekipą znajomych na wycieczkę do Sousse. Nikt nie wiedział co się stało, nie chwaliłam się wszem i wobec, dopiero potem to nazwałam i zorientowałam się, że po prostu było mi wstyd. Na miejscu okazało się, że upał pogorszył moje samopoczucie. Nigdy nie zemdlałam, niemniej wtedy byłam tego bliska. Byliśmy akurat w trakcie zwiedzania Ribatu, inni weszli na samą górę, ja zostałam w cieniu, w „chłodnej” komnacie, piętro niżej.

W trakcie przechadzki po Ribacie i stopniowego pogarszania się mojej formy czułam jak napiera na mnie Energia, coś we mnie buzowało, chciałam to stłumić, niemniej moje myśli jak „mogłam się tak załatwić” i wizje „co to dalej oznacza” nie dawały mi spokoju. Gdy zostałam sama, a inni poszli na górę, poddałam się i zaczęłam płakać. Wtedy przeszłam proces.

Etapy procesu podaję tutaj, bo tę metodologię można wykorzystać w codziennym życiu na swoich „wyzwaniach”.

Pozwoliłam sobie na płacz, nie hamowałam go, pozwoliłam sobie na jego intensywność.

Pomyślałam co czuję w tej sytuacji czyli nazwałam Energię. To co teraz pamiętam to były uczucia: wstyd, zniechęcenie, bycie nie dość dobrą (nie dość dobrze znającą technikę tańca), nie dość dobrze wyglądającą (spódniczki wiele lat nie zakładałam). Nazywanie uczuć i uświadamianie z jakich sytuacji one się wzięły (czyli z sytuacji z początku wyjazdu, to jak interpretowałam to na co patrzę np. warsztaty taneczne, impreza – oceniałam siebie i porównywałam się do innych) spowodowały, że na głębszych warstwach pojęłam jak bardzo nie szanowałam siebie jako Istoty ludzkiej. Dotarło do mnie dobitnie, że nie ma znaczenia jaki rozmiar spodni noszę i jak dobry mam „lady styling”, najważniejsze jest że tu jestem, że mam nogi, że w ogóle mogę tańczyć, że mogę wyrażać siebie w tej właśnie formie. To był moment gdy z Serca zaakceptowałam to jaka jestem i poczułam wdzięczność za to, że jestem, że mam sprawny umysł, genialne zmysły, nogi, ręce, mam to co najważniejsze.

Zaczęłam na głos wypowiadać co czuję i każdą z tych Energii szanować (bowiem Energia to Energia, jest po prostu albo niska, albo wysoka, nie ma dobrej czy złej, szanowanie Energii jest równoznaczne z szanowaniem swojej Energetycznej Natury)

Cały proces mnie uspokoił. Upał przestał mi tak doskwierać i wróciła radość z bycia w orientalnym mieście.

Już nie kryłam co się stało, znajomi pomogli mi załatwić specjalistyczne maści. Z sytuacji sobie żartowałam.

Po powrocie moje ciało powoli zaczęło szczupleć, zaczęło się od twarzy. Najpierw zaobserwowałam widoczny udział chlorofilu, który piłam, po prostu czułam jak ułatwia mi wymiatanie z organizmu toksyn. Dopiero pod koniec sierpnia byłam aktywniejsza fizycznie bo wsiadłam na rower, wtedy jeszcze nic nie zmieniłam w sposobie odżywiania. Ciało subtelnie przechodziło transformację. Zmieniłam skórę – nawet dosłownie, bo z nóg, będąc już w Polsce, trochę jej ściągnęłam 😉

Kolejnym etapem było dobitne uświadomienie sobie, że zajadanie to już nie kwestia energetyczna, tylko kwestia podjęcia decyzji.

Byłam już świadoma, iż zajadanie było formą pozyskiwania Energii, bo moje wnętrze czuło brak. Ponieważ proces spowodował, że obdarzyłam siebie miłością – nie musiałam już nadrabiać jedzeniem.

Z szacunku do swojej Istoty i Potencjału poczułam, że to już koniec sięgania po zbyt duże porcje jedzenia lub zbyt duże ilości słodyczy. Proces spowodował, że miałam Energię – podjęłam decyzję i po prostu wdrożyłam nowe nawyki w życie.

Po raz kolejny przeszłam przez dietę oczyszczającą z dwiema zasadami, których się trzymałam w celu stworzenia nowego nawyku:

  1. jem tyle, żeby się najeść, ale nie przejeść
  2. jem uważnie

W ten sposób, podejmując świadome kroki, przy zaangażowaniu Energetyki (Uważność) zmieniłam Postawę, której efekty widoczne są do tej pory.

Teraz, gdy cokolwiek robię – np. jogę lub ćwiczenia siłowe – robię to, bo czuję że jest mi z tymi aktywnościami dobrze, a nie po to, by dzięki nim być bardziej wartościową. Robię to dla siebie – dbam o swój fizyczny pojazd z miłości do niego, do siebie, a nie z potrzeby bycia lepszą dzięki dobremu wyglądowi. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *