Zamień stres na przygodę… w firmie!

Poniższy artykuł został zamieszczony w magazynie „BIZNES W MIEŚCIE”
Link do artykułu i innych treści: https://www.facebook.com/bizneswmiescie/
Stres w pracy? To może być pozytywne zjawisko, wystarczy tylko wiedzieć, jak odpowiednio go wykorzystać! Z Katarzyną Koźlińską, trenerką myśli ludzi (show)biznesu, rozmawiamy o kreatywnym wykorzystaniu stresu, który być może nie jest tak straszny, jak go malują…

Red. Czy chwila wytchnienia w pracy jest ważna, czy moment wyciszenia się może przełożyć się na efektywność lub kreatywność pracownika?

Zdecydowanie tak, to tzw. przeze mnie „twórcza pauza”, która powoduje przypływ energii i weny. Często robimy to intuicyjnie, po maksymalnym skupieniu się na zadaniu i myśleniu jak coś zrobić męczymy się i wstajemy od biurka, żeby np zrobić sobie herbatę (lub iść do „wychodka”stres ;)), na moment zająć się czymś innym. To powoduje, że nasza uwaga przestaje być skupiona na zadaniu, jednak nasz „procesor” działa, tyle że w tle. Wracamy do biurka i mamy tę myśl, eureka, rozwiązanie „samo przyszło”. Często chęć wymyślenia „na siłę” powoduje blokadę, bo posługujemy się nam znajomymi schematami myślenia „jak coś działa i jak coś na pewno nie działa”. W momencie odwrócenia uwagi od zadania my mamy czas na chwilę odpoczynku (bo myślenie jest bardzo energochłonne, to trochę jak ciągłe wciskanie gazu, ileż można? żeby przyspieszyć i nie męczyć tak silnika w końcu trzeba wrzucić na luz i dopiero wrzucić wyższy bieg), a umysł może spokojnie pracować nad rozwiązaniem. Umysł korzysta wtedy z całej dostępnej bazy danych, która dla nas, na poziomie świadomym nie jest dostępna. Rozwijając swoją umiejętność wyciszania się i wplatając ją w swoją codzienność zawodową można nauczyć się szybciej sięgać po potrzebne nam na dany moment informacje co skutkuje wzrostem efektywności i kreatywności.

Stres pojawia się na każdym stanowisku i każdym szczeblu kariery. Jak można zacząć sobie z nim radzić?

Należy przede wszystkim zacząć od myślenia o nim i o sobie tj. w pełni zaakceptować fakt, że się stresujemy i że nasze ciało to odczuwa, bo tzn. że żyjemy 🙂 Czyli nie negujemy faktu, że się stresujemy, nie oceniamy tego. Po prostu stwierdzamy „tak, teraz się stresuję, kropka.” Poza tym warto pamiętać, że za etykietą „stres” kryje się pewien rodzaj energii, działanie hormonów, chemia naszego ciała, coś więc zupełnie naturalnego, czemu więc to negować?. Może warto w ogóle wyrzucić tę etykietę ze swojego słownika i zastąpić je słowem, które nie będzie nas osłabiać? Ja lubię słowo „przygoda” 🙂 Przychodzi jakieś zawirowanie, zauważam to i myślę „oho, coś się dzieje ważnego, ciekawe czego się nauczę?”. Zwracam uwagę na słowa bo bardzo ważny jest nasz wewnętrzny dialog, a zazwyczaj moment stresowania się skorelowany jest z myśleniem pt: „przecież powinienem to wiedzieć, nie jestem dość dobry, skoro się stresuję”. Zamiast takiego myślenia warto stwierdzić „to co teraz czuję sprawia, że osiągam lepsze wyniki, co teraz chcę osiągnąć? co mogę zrobić, żeby to osiągnąć?”. To przykładowe poprowadzenie myślenia w celu przekształcenia sytuacji stresowej w wyzwanie- przygodę. By to jednak zrobić należy na moment się zatrzymać i świadomie poprowadzić myśli, a nie korzystać z reakcji „z autopilota”. Z kolei, żeby coraz częściej rejestrować co się myśli i świadomie tym zarządzać warto rozwijać umiejętność wyciszania się tj. bycia tu i teraz. Prostym sposobem do wdrożenia jest robienie codziennie przynajmniej jednego świadomego wdechu i wydechu. To takie minimum by zacząć. Dla bardziej ambitnych polecam codzienne minutowe lub dwuminutowe, zależy od chęci, obserwowanie klatki piersiowej czyli siedzisz za biurkiem i koncentrujesz się na tym jak twoja klatka piersiowa unosi się i opada. To najważniejsze zadanie, jakiekolwiek inne myśli rejestrujesz i znów wracasz do obserwowania klatki piersiowej. Tak naprawdę nie chodzi o to jak długo to robisz, ale o to, żebyś w ogóle zaczął 🙂

Ten straszny stres jest często zestawiany z chorobami. Tymczasem pani przekonuje, że stres może być pozytywnym zjawiskiem?

Sama kiedyś tak do tego podchodziłam – stres permanentny jest źródłem chorób. Nadal jestem zdania, że choroby najpierw powstają na poziomie energii, a ta jest zależna od naszych nieświadomych przekonań. Skoro przekonania mają moc to warto zastanowić się co tak naprawdę myślimy o stresie. Prowadząc programy rozwojowe w firmach sprawdzam jakie jest postrzeganie stresu wśród uczestników. 99,9% daje mu etykietę „zły”. I takie przekonanie oddziałuje na nas „w tle”, bo doświadczasz zawirowań i „pod spodem” myślisz, że to Cię w tym momencie niszczy. A jak przekonuje psycholog dr Kelly McGonigal, która prezentuje wyniki doświadczenia z 1998 r ze Stanów Zjednoczonych, to nie dawka stresu zabija, tylko kombinacja dawki stresu z myśleniem na jego temat. U osób, które doświadczały dużej dawki stresu, ale nie uważały, że to coś złego, współczynnik śmiertelności był niższy niż u osób, które doświadczały mniej stresu, ale postrzegały go negatywnie. Myślenie ma znaczenie. Dlatego prowadząc swoje myślenie tak jak opisałam to w odpowiedzi na poprzednie pytanie możemy sprawić, że energia którą odczuwamy w sytuacji stresowej, zamiast osłabić to wzmocni nasze ciała. Należy jednak jeszcze pamiętać, że stres to tylko etykieta. Każdy z nas rozumie go inaczej i każdy z nas stresuje się w innych sytuacjach, z różnym natężeniem. Bowiem to co odczuwamy jako „stres” wynika z naszych przekonań dotyczących nas i świata. Dlatego to wg mnie momenty „przygody” – możemy wtedy dużo dowiedzieć się o sobie 🙂

Czy szefowie firm mogą wykorzystywać stres pracowników do osiągania lepszych wyników firmy? Czy takie świadome wykorzystywanie stresu ma miejsce w Polsce?

W styczniu prowadziłam warsztat, na którym jeden z uczestników poddał w wątpliwość fakt czy jest to etyczne mówić, że stres to źródło efektywności, że z jednej strony niby pracodawca chce dobrze dla pracownika, ale tak naprawdę chodzi o lepsze wyniki biznesowe. Odpowiadam – aby stres był źródłem kreatywnych rozwiązań czyli był przygodą trzeba tak o nim myśleć. Żeby tak o nim myśleć i żeby to miało przełożenie na realne wyniki trzeba rozwijać umiejętność wyciszania się i nowego działania, trzeba też umieć dać sobie czas na regenerację. Takie podejście, by biznesowo korzystać z „naszej wewnętrznej technologii” stawia człowieka w centrum. Na takie działanie decydują się firmy, które czują, że „firma to ludzie”, które czują, że w ludziach tkwi potencjał, trzeba tylko stworzyć warunki, by mógł być on ujawniony i wykorzystany. Działanie jednowymiarowe, tj. podkręcanie stresu, bez dbania o to by stres mógł być pozytywnie wykorzystany, nie doprowadzi do wzrostu efektywności, a jej załamania, bo ludzie zatrzymają się na etapie poczucia paniki i strachu, reakcji walki i ucieczki co zablokuje ich kreatywne myślenie, w dłuższym czasie narazi firmę na koszty, bo np. liczne L4 lub rotację.
Rozwojem umiejętności wyciszania się zajmuję się od 6,5 roku, a w firmach od 3 lat, tak więc są firmy w Polsce, które praktykują takie podejście 🙂 I będzie ich coraz więcej, bo coraz większą uwagę zwraca się na fakt, że pieniądze dają zadowolenie tylko do pewnego momentu, że podwyżki motywują tylko na chwilę. Różne benefity są w firmach popularne od dawna, niemniej one też są szukaniem zadowolenia „na zewnątrz”, są więc tylko na chwilę. Idąc tym tropem można stwierdzić, że człowiek jest nienasycony i stale będzie chciał więcej. Tymczasem zmiana tkwi w myśleniu i naszej postawie. Bowiem jeśli nie jesteśmy zadowoleni z tego co mamy tu i teraz to jaka jest gwarancja, że będziemy zadowoleni w przyszłości, gdy coś osiągniemy, gdy coś się wydarzy? Poczucie zadowolenia to nawyk, ale jak każdy nawyk, aby działał wymaga powtarzania, i tym właśnie zajmuję się w firmach 🙂

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Szymon Kamczyk

Link do artykułu i innych treści: https://www.facebook.com/bizneswmiescie/

Najnowsze wpisy

Zamień stres na przygodę… w firmie!

Poniższy artykuł został ...

Czytaj więcej
Jak rozwiązać problem w 3 minuty? To musisz wiedzieć!

Nie każdy problem da się ...

Czytaj więcej